Babia Góra
Nie chciałam pokazywać kolejnego plakatu kobiety o obfitych kształtach, która siedzi na stercie kamieni. Na Babiej Górze jestem parę razy w roku i kojarzy mi się zawsze z innym obrazem. Nieco kapryśnym, nieco zmiennym, ale subtelnym, mocnym, kobiecym i pełnym różnorodności.
Moja Babia Góra ukazuje kobietę z zamkniętymi, sennymi oczami, która śni od wieków. Jej włosy tworzą szczyty i pagórki, a ciało kolejne doliny rozciągające się po Zawoi. W dłoni trzyma i opiekuje się palącym się ogniskiem (symbolem ciepła, życia, bezpieczeństwa). A po jej krętych drogach wędrują turyści.
Ten plakat jest dla mnie najważniejszy z całej serii. Powstawał w mojej głowie pare lat. Za każdym razem gdy zdobywałam szczyt Babiej Góry, myślałam jak go pokazać. I w końcu się udało. Namalowanie go trwało niecałą godzinę. Jest to nic w porównaniu z całym procesem projektowym, który toczył się w mojej głowie.
Plakat ten stał się początkiem pięknego projektu krażącego wokół legend babiogórskich.
Boginka
Boginka w wyobrażeniach tutejszych mieszkańców funkcjonowała albo jaka stara, brzydka kobieta o potarganych włosach i wątłej posturze, podkreślonej dodatkowo długimi piersiami albo jako młoda, niezwykle urodziwa dziewczyna. Swoim wdziękiem i prześlicznym śpiewem niejednego mężczyznę potrafiła wywieść na manowce. 
Miejscem przebywania boginek były lasy położone w pobliżu wody, w której demony te w nocy prały kijankami, oświetlane światłem księżyca. 
Boginki piorą także smaty (bieliznę) o północy, dlatego kobiety robią znak krzyża świętego na tym kamieniu, na którym prały bieliznę w rzece, aby tymczasem boginka swoich szmat na tym samym kamieniu nie prała.
Przyłapane na nocnym praniu mogły człowieka dotkliwie obić mokrymi smatami. Przychodziły także do ludzkich siedzib. Boginki przede wszystkim trudniły się podmienianiem nieochrzczonych dzieci, zabierały ludzkie niemowlę, a na jego miejsce podrzucały swoje.
Pośród boginki możemy zauważyć unoszące sie błędne ogniki. Babia Góra pełni tu rolę drugoplanową. Swoim mrokiem podkreśla i dopełnia całość ilustracji.
Czarownice
Najpopularniejsza legenda związana jest z czarownicami, które miały organizować, najczęściej na polanie Hałeczkowej na Babiej Górze sabaty. Czarownice gromadziły się tam w nocy. Szczególnie podczas ważnych wydarzeń, takich jak Noc Świętojańska, Zaduszki, czy Wielki Piątek. Szczególnie magicznym dniem miał być 13 grudnia – dzień św. Łucji, uważany za moment, kiedy demony triumfowały nad światłem. Wierzono, że wtedy czarownice mogły porywać ludzi, zniszczyć zbiory, a nawet wywoływać katastrofy pogodowe. Wysmarowane maścią magiczną z węży lub tłuszczu dzieci, siadały na łopacie do chleba, miotle lub pociosku i wylatywały w przestworza, często przez otwór w stropie kurnej izby (woźnicę). Niekiedy za wierzchowca służył im parobek — zaklęty na jedną noc w konia. Na sabatach tańczono, ucztowano i wyprawiano orgię z czartami.
W górach działalność czarownic koncentrowała się wokół zdobywania mleka i sprawiania, że nie nadawało się do użytku, rzucania uroków na ludzi i ich dobytek, a także ziołolecznictwa. Obwiniano czarownice o długotrwałe ulewy i posuchy, wtedy pławiono je w wodzie winnej. Jeżeli jakaś kobieta nie obeszła podczas rezurekcji kościoła trzy razy wierzono, że zajmowała się czarną magią. By zdemaskować czarownicę należało wykonać stołeczek magiczny Użyty podczas pasterki, sprawiał, że jego właściciel widział wszystkie czarownice obecne w kościele.
Diablak
W tym plakacie oparłam się na legencie. Diablak, czyli najwyższy szczyt Babiej Góry, według ludowych podań miał być miejscem budowy diabelskiego zamku. Legenda głosi, że diabeł, na zlecenie gazdy z Zawoi, zgodził się zbudować zamek w zamian za duszę zleceniodawcy. Diabeł miał ukończyć budowę przed pierwszym pianiem koguta. Ale kiedy świt zaczął wschodzić, zamek się zawalił, pogrzebując zarówno zbójnika, jak i diabelskie plany.
Zbójnika nie widzimy na plakacie, bo został pogrzebany przes sterte kameni. Według legendy, możemy usłyszeć tylko jego krzyk dochodzący spod skał. Jednak u mnie na grafice widać coś więcej. Jest tam schowana postać diabła, który nikczemnie na nas spogląda szukając kolejnej osoby gotowej sprzedać jemu duszę. A niczym nieświadomi turyści spacerują sobie po szczycie…
Diabeł, zły duch, którego imienia lepiej było nie wymawiać, aby nie dać mu okazji do podjęcia działalności, głośne wypowiedzenie jego imienia przywoływało bowiem demona. Mówiono więc o nim najczęściej Zły, Corny. Zły duch, pod Babią Górą gwarowo zwany dieboł, diaboł, mógł pojawić się wszędzie. Zazwyczaj przybierał postać mężczyzny, ubranego po pańsku. Gdy się pojawiał, czuć było zapach smoły i siarki.
Zły ofiarowywał często ludziom pomoc, aby potem zażądać jako zapłaty duszy. Bał się różnego rodzaju dewocjonaliów, znaku krzyża oraz święconej wody.
Hala Barankowa
Gdy myślałam o Hali Barankowej, to kojarzyła mi się z liczeniem owiec przed snem. Namalowałam siebie, która śpi w łóżku zbitym z płota, przez, który przeskakują babiogórskie owce. I rozsiane są po całej hali. A w tle delikatnie majaczy nam Babia Góra. Widzimy jej zarys wyłaniający się z tego idyllicznego, sennego krajobrazu. Poczujmy się jak w śnie.
Mosorny Groń
Wokół Mosornego Gronia nie krążą żadne legendy. Postanowiłam skupić sie w tym wypadku na innej symbolice. Idąc szlakiem na szczyt można spotkać dużo jeleni, ale też sarny. I postanowiłam skupić się na jej wizerunku. W końcu „Mosorny” to „Mo Sorny”. 
Oscypek
Ten plakat miał być swego rodzaju żartem. Co tu dużo mówić: góral toczy oscypek pod Babią Górą niczym Syzyf.
Zawojskie Owce
Na przełomie XIX i XX stulecia w paśmie Babiej Góry, Policy i Jałowca czynnych było kilkanaście hal, gdzie wypasano przede wszystkim owce. Na hale i polany wyruszano ze stadami po święcie św. Wojciecha (23 kwietnia), a wracano do wsi po dniu św. Michała Archanioła (29 września). Redyk wiosenny odbywał się w atmosferze powagi, redyk jesienny był nie tylko radosnym powrotem z hal do wsi, ale często wręcz swego rodzaju festynem.
W dniu opuszczania hali baca, po wyniesieniu wszystkiego z szałasu, żegnał palące się tu cały sezon ognisko (watrę) znakiem krzyża, modlił się, a następnie zalewał je wodą. Szałas zamykano i zabezpieczano na zimę. Redyk ruszał w dolinę. Na czele szedł baca, po bokach juhasi, wszyscy odświętnie ubrani. Do wsi przybywano z muzyką i śpiewem. Na pasterzy i stado oczekiwała cała wieś.
Rodziny witały swoich bliskich, gospodarze wypytywali bacę o powierzone mu owce. Juhasi rozdawali dziewczętom i dzieciom małe owcze serki tzw. redykałki. Stado ze swoimi opiekunami szło teraz do zagrody bacy lub pod miejscowa karczmę, gdzie owce oddawano właścicielom. Po rozdzieleniu stada baca zapraszał ich na poczęstunek. Zaczynała się zabawa.
Plakat jest zbiorem różnego rodzaju owiec. Jest to grafika z cyklu „Jaką owcą dzisiaj jesteś?”. Ja się czuje owcą incognito.
A Ty?
Płanetnik
Demon burzy, chmurnik. W legendach przedstawiany jako wysoki mężczyzna w długich szatach przypominających sutannę, mający na głowie ociekający deszczem szeroki kapelusz. Nie wiadomo jak powstawał. Z reguły nie miał on konkretnej postaci, choć w relacjach najczęściej opisywany jest jako wysoki, chudy mężczyzna w mokrym ubraniu.
Płanetnicy władali burzowymi chmurami, dmuchając na nie lub ciągnąc je na łańcuchach. To właśnie przez ciężkie chmury, którym nie może uradzić, demon ten spadał czasem na ziemię. Żeby dostać się z powrotem do swojego podniebnego królestwa musiał czekać na ulewę na jakimś wzniesieniu, aby zabrała go jedna z gradowych chmur. Skuteczną obroną przeciw płanetnikom jest dzwonienie. Dzwonek jednak, którego ma się do tego używać, ma być poświęcony przez księdza, jeśli można przez biskupa, i nie powinno się dzwonić nim umarłemu; płanetnicy bowiem, choć są ludźmi, jednak nigdy nie umierali. Gdy chmura gradowa się zbierze, to należy ciężko dzwonić i trzeba kilku ludzi do zmiany. Niebezpiecznie jest przestać na chwilę, bo wówczas płanetnik mści się i gwałtownie grad spuszcza.
Wierzono, że tęcza nosi płanetników na sobie, że płanetników ją piją i w niej mieszkają. Dobrą metodą na płanetniki są dzwonki loretańskie.
Płanetnik na moim plakacie ciągnię za sobą burzowe chmury, z których pada deszcz na Babią Górę.
Wodospad Mosorczyk
Zainspirował mnie wodospad, który sprawia wrażenie ciągle żywego i pełnego tajemnic. Gdy gaśnie światło słońca, jego oblicze nabiera kształtów i pomału się budzi, a z otchłani zaczynają wychodzić różne magiczne stwory.
Możemy tutaj dostrzec utopca. Miał bezbarwne, wodniste oczy. Zwabiał swoje ofiary nad babiogórskie wody błyskotkami. Przyjmował najczęściej postać małego, nagiego chłopca ze zmierzwionymi włosami. Według wierzeń była to dusza człowieka, który się utopił i pokutował, a kres pokuty następował w momencie znalezienia „następcy”. Dlatego też utopiec różnymi sposobami prowadził człowieka nad głębię, by nieświadomego niebezpieczeństwa nieszczęśnika utopić. W utopca mogła się też zamienić dusza dziecka niechrzczonego, wrzuconego do wody.
W górnej częsci plakatu zauważymy złe. Utożsamiane z diabłem. Rozbudzone bądź zaniepokojone przeraźliwie krzyczało. Złe, podobnie jak błędny ognik, mogło włodzić człowieka po bezdrożach.
A nad wodą unoszą się błędne ogniki. Są to światełka ukazujące się w pobliżu rzek Utożsamiane było z duszą nieochrzczonego dziecka i prowadziły ludzi tam, gdzie zostały pochowane jego szczątki, aby ktoś odkopał zwłoki i poświęcił mogiłę. Panowało bowiem przekonanie, że ziemia nie chce przyjąć ciała nieochrzczonego dziecka. Ognik albo tylko ukazywał się na krótko, by zwrócić na siebie uwagę, albo włodził.
Z tyłu znajduje się sygnatura i podpis autora. Plakat sprzedawany jest bez ramy.
Zawoja
Ręka swego rodzaju totemem, na którym namalowana jest Zawoja. Chciałam podkreślić to, że jest to najdłuższa wieś w Polsce (około 18 km). Skojarzyła mi się jako jedna z Lin na dłoni, zaraz obok Linii Życia, Losu czy też Głowy. Ciągnie się i ciągnię przez całą dłoń.
W tle majaczy nam zarys Babiej Góry, a niżej możemy dostrzeć zawojskie pola i hale.
Gdy przyjrzymy się bliżej, zobaczymy, że dłoń dzięki liniom papilarnym, tworzy nam mapę topograficzną.
Zawojski Pstrąg