Nie chciałam pokazywać kolejnego plakatu kobiety o obfitych kształtach, która siedzi na stercie kamieni. Na Babiej Górze jestem parę razy w roku i kojarzy mi się zawsze z innym obrazem. Nieco kapryśnym, nieco zmiennym, ale subtelnym, mocnym, kobiecym i pełnym różnorodności.
Moja Babia Góra ukazuje kobietę z zamkniętymi, sennymi oczami, która śni od wieków. Jej włosy tworzą szczyty i pagórki, a ciało kolejne doliny rozciągające się po Zawoi. W dłoni trzyma i opiekuje się palącym się ogniskiem (symbolem ciepła, życia, bezpieczeństwa). A po jej krętych drogach wędrują turyści.
Ten plakat jest dla mnie najważniejszy z całej serii. Powstawał w mojej głowie pare lat. Za każdym razem gdy zdobywałam szczyt Babiej Góry, myślałam jak go pokazać. I w końcu się udało. Namalowanie go trwało niecałą godzinę. Jest to nic w porównaniu z całym procesem projektowym, który toczył się w mojej głowie.
Plakat ten stał się początkiem pięknego projektu krażącego wokół legend babiogórskich.
Boginka w wyobrażeniach tutejszych mieszkańców funkcjonowała albo jaka stara, brzydka kobieta o potarganych włosach i wątłej posturze, podkreślonej dodatkowo długimi piersiami albo jako młoda, niezwykle urodziwa dziewczyna. Swoim wdziękiem i prześlicznym śpiewem niejednego mężczyznę potrafiła wywieść na manowce.
Miejscem przebywania boginek były lasy położone w pobliżu wody, w której demony te w nocy prały kijankami, oświetlane światłem księżyca. Pośród boginki możemy zauważyć unoszące sie błędne ogniki. Babia Góra pełni tu rolę drugoplanową. Swoim mrokiem podkreśla i dopełnia całość ilustracji.